Poradniki do gier

Co by dużo nie mówić, Kościół dobrze wiedział co robi wybierając teksty, które składają się na Stary i Nowy Testament, dostosowując niezbyt wygodne fragmenty do swojego światopoglądu (np. jedna z Ewangelii jest w Biblii dużo dłuższa niż w najstarszych odnalezionych tekstach).

Czy Jezus miał żonę? Może miał. Czy mieli dzieci? Prawdopodobnie.
Co w związku z tym? Rodzący się Kościół czuł się zagrożony tym, że potomkowie Jezusa mogli mieć większą władzę niż Kościół. Trzeba było ich usunąć wraz ze wszelkimi wzmiankami na ich temat. Stąd krucjaty, wybicie Albigensów (Katarów), zakaz tłumaczenia Biblii na inne niż specyficzna forma łaciny języki do okresu - bodajże - wczesnego romantyzmu.

Jeśli chcecie poczytać coś na ten temat, polecam książkę "Tajemnice Marii Magdaleny" Laurence'a Gardner'a. Rozprawia się on tam z nieprawdziwymi informacjami zawartymi w "Kodzie..." Brown'a, jednak... potwierdza tą najbardziej kontrowersyjną - Jezus i Maria Magdalena mieli dzieci. Nie córkę, lecz dwóch synów (Jezus Justus i... nie pamiętam jak miał ten drugi) i córkę (Tamar).

ps - kiedy wprowadzono w Kościele celibat? O ile pamiętam, w X wieku. Blisko 1000 lat od śmierci Jezusa nagle odkryto celibat :P
Ten post był edytowany przez Soulburner dnia: 12 Marzec 2006 - 19:26




ee. Skąd takie wnioski?
Jak może nie być zrobiony pod protestancką teologię, skoro nie zawiera wszystkich ksiąg ST? Jest już w samym układzie ksiąg protestancka.
Poszczególnych wersetów nie sprawdzałam, ale jeden akurat sporny wyszedł w dyskusji.
Podobnie jeden werset sporny wyszedł w Tysiąclatce w dyskusji z Raddickiem, gdy Jezus mówi o bezżeństwie. On przytoczył tekst Bw i ja sprawdziłam ten tekst w Bp i akurat tekst poznanianki był zgodny z tekstem warszawianki i okazało się, że Tysiąclatka rzeczywiście dała tekst pod teologię katolicką.
Dlatego jeśli ktoś cytuje Biblię, to powinien podać z jakiej Biblii, a nie jak to zrobił chrześcijanin, że nawtykał wersetów ni przypiął ni przyłatał, nie wiadomo do czego - bo pytania jakie stawia są też z kosmosu i w ogóle nie odzwierciedlają tytułu tego tematu.
Może nie obrzucajmy błotem prawdziwych biblistów, znawców - nawet tych bez tytułów naukowych, którzy rzeczywiście studiują Biblię i się na niej znają.
Przekłady jakie mamy, takie mamy. Starajmy się sprawdzać na wyszukiwarkach tego samego tekstu w innych przekładach i wtedy wysuwać wnioski, czy ten wers jest oddany wiernie przez daną Biblię, bo jeśli jakaś wersja powtarza się w kilku tłumaczeniach, to wszystko przemawia, za tym, że należy przyjąć ten tekst, który się powtarza.
Oczywiście o PNŚ, to ja nawet nie chcę dyskutować, bo to tłumaczenie nie pochodzi z oryginalnych tekstów, tylko z tłumaczenia angielskiego i tak jest nafaszerowane dyrektywami Strażnicy, że słabo się robi. Poza tym używa wbrew zakazowi Bożemu imienia Boga "Jehowa" i to mnie wkurza do białości. Kumpla se znaleźli




Intencje Papieży były jak najbardziej słuszne, ale papiestwo musiało zabiegać o pomoc władców świeckich, bo to oni dysponowali rycerstwem.

Czyżby Jezus namawiał do przywiązywania wagi do rzeczy, ziemi etc? A tym bardziej - przywiązywania takiej wagi, by nie wahać się prowadzić wojen (ergo - mordować, nazwijmy sprawę po imieniu) w tym celu? Co tak sobie ostatnio Biblię czytałem, i chyba, delikatnie mówiąc, NIEZBYT. Więc intencje papieży i ich działania (nastawienie na podbój, odbijanie ziem, mając w zadniej części ciała miłość bliźniego i zakaz zabijania) były raczej anty-chrystusowe (czy, jak to wy lubicie nazywać wszystko, co takie jest - satanistyczne).



ale to wina:
1. Samego rycerstwa,
2. Władców świeckich,


Przede wszystkim wina kościoła, który był tak pazerny/owładnięty szałem (niepotrzebne skreślić), że zarzucił wszelkie zalecenia Chrystusa, za ważniejsze uznając przywiązanie do sprawy stricte DOCZESNEJ, czyli posiadanie konkretnego skrawka ziemi (czymkolwiek by on nie był).

I żadne pokrętne tłumaczenia czy usprawiedliwienia tego NIE zmienią. Fakty mówią same za siebie.




Standardowy, wyświechtany argument. Skoro naprawdę tak uważasz (wątpię)-nie jedz kalarepy -umrzesz. Masz więc do wyboru zostać mordercą lub trupem. Jeśli nie, dlaczego głosisz takie poglądy?
Chodzi o to, żeby nie zabijać istot posiadających świadomość. Dla Ciebie nie jest to kwestią życia lub śmierci(można doskonale obyć się bez mięsa)-dla nich tak.
Czy gdyby ktoś lubił np. smak ludzkiego mięsa, miałby prawo zabijać ludzi i ich zjadać?

Na dogmaty nie ma miejsca na forum filozoficznym. To nie jest spór o wiarę, tematem jest rozpatrzenie jedzenia mięsa w świetle przesłanek etycznych.
Wegetarianie nie cytują Biblii gdy mówią "nie zabijaj" (to w końcu nie zabijaj czy nie morduj jeśli już czepiamy się szczegółów. Ktoś się orientuje?) Taki zakaz istnieje we wszystkich religiach, konstytucjach. Uznajemy to za podstawę prawa naturalnego. Jeśli kwestionujesz "nie zabijaj"... w sumie nie wiem, to bez sensu. Gdyby mi nikt nie powiedział, ze zabijanie jest złe, raczej nie chodziłaby po ulicy i nie zabijała ludzi. Jeśli Ty czujesz to inaczej to proszę nie kryj się z tym

Człowiek ma też kość ogonową, jakiej obecność wcale jednak nie tłumaczy teraźniejsze, co bardziej swe przeszłe przeznaczenie. Być może więc przystosowanie do obróbki mięsa to jakaś pozostałość po czasach, w których z jakiejś przyczyny - może w obronie własnej - zmuszeni byliśmy zabijać zwierzęta.
Co do zębów zaś - myślę, iż lew posiada uzębienie bardziej jeszcze przystosowane do przyswojenia i strawienia naszego, ludzkiego mięsa. Czyż to jednak oznacza, że z punktu widzenia etyki to nie będzie miało znaczenia czy ów lew pożre antylopę czy człowieka? Jest przecież mięsożerny. Ano tu czynimy znaczenie i to jakie wielkie! Znaczenia może nie będzie to miało z punktu widzenia lwa. I analogicznie, z punktu widzenia naszego pozbawioną wydaje się moralnego znaczenia decyzja czy zjemy roślinę czy zwierzę, patrzymy bowiem na to z punktu widzenia dobra naszego, jak lew, który nad tym co zje się nie zastanawia...
Cywilizacja jednak rządzi się innym prawem, o ile w dżungli młoda pantera może się bawić jaszczurką i ją rozszarpywać żywcem, o tyle w cywilizacji oduczamy takich zachowań jak zabawa jaszczurką i jej wnętrznościami, potępiamy to na ogół i krzewimy w dzieciach łagodny stosunek do przyrody; czy jednak nie jesteśmy tu gdzieś hipokrytami?

Moim zdaniem nie. O ile śmierć zwierzęcia służy dostarczaniu pokarmu a nie zabawie.




A wielu było takich co biblię z języków oryginalnych przełożyło na język narodowy i uważali wręcz przeciwnie.

Co do tłumaczenia Biblii z języków oryginalnych na narodowy nie ma zgody i jednoznacznie płynących wniosków w przypadku, gdyby tak te kilka przekładów ze sobą porównywać i obiektywnie ocenić. Krótki przykład. 3Mjż 23:7 BT strona 129 „Pierwszego dnia będzie dla was zwołanie święte: nie będziecie wykonywać żadnej pracy”. Brytyjka strona 137: „Pierwszego dnia będzie dla was ogłoszone święte zgromadzenie; żadnej ciężkiej pracy wykonywać nie będziecie.” Czy zatem zakaz tyczył się absolutnie wszelkiej pracy, czy tylko ciężkiej pada pytanie choćby przez jednego umiejętnego i spostrzegawczego czytelnika? BT przemilcza jedno słowo, które Brytyjka zaznacza, czy też BT podaje to zgodnie z tekstem hebrajskim, podczas gdy Brytyjka upiększa?
Takich przykładów można by tu mnożyć. Oryginał hebrajski ma tu termin „ABhoDaH” = „usługa, służba” numer 5656 w systemie Stronga. Zatem w moim odczuciu oba przekłady w jakimś stopniu mijają się z ostateczną prawdą zawartą w tekście.
Chodzi o zakaz pracy służebniczej.
Co do tłumaczenia Biblii, a nauczania na jej podstawie, też nie ma tutaj często zgody. Tłumaczenie tekstu może być obserwacyjne (czyli oryginał przekłada się na inny język metodą word to word), lub interpretacyjne (oryginał tłumaczy się na inny język na podstawie tego jak zrozumiano tekst). O tym mówi tzw. metodyka studiowania tekstów. Krótki przykład: Jake and the Fatman to w tłumaczeniu obserwacyjnym Jakub i grubas (otyły mężczyzna). W tłumaczeniu interpretacyjnym gliniarz i prokurator. Istnieją niebanalne przykłady, w których tłumaczenie obserwacyjne mija się z tłumaczeniem interpretacyjnym.
Zbyt trudne to zagadnienia dla przeciętnego czytelnika. Pozostaje natomiast otwartą kwestią do dyskusji podejście dedukcyjne i indukcyjne do tekstu.



Witam

Emet napisał:
....No tak, skwapliwie o 'Starym Testamencie', a co z 'Nowym Testamentem'? ....

Nie do końca tak skwapliwie, zwłaszcza że celowo przemilczałem pewne fakty, ponieważ tak naprawdę potępianie magii przez Biblię, a także Talmud to jedynie teoria. Otóż w starożytności magia i religia przeplatały się tak mocno ze sobą, że jedno bez drugiego nie mogło już istnieć. Tak więc pomimo wielu zakazów dotyczących izraelitów, Biblia nie potępia pewnych zachowań i przedmiotów należących do tzw. magii obronnej. Jakby mało tego było niektóre ryty które z powodzeniem możemy postrzegać jako magiczne zostały dopuszczone jako elementy religii i kultu. Klasycy tego tematu uważają, że kiedy Kaplan w świątyni w Jeruzalem , podczas święta Sukkoth, wylewał wodę na ołtarz, wznosząc ramiona w górę, to wykonywał wówczas magiczny obrzęd sympatyczny mający na celu wywołanie deszczu. Natomiast fakt, że Kaplan pełnił także funkcję maga, tłumaczy się zwykle wpływem religii kananejskich. Jeżeli zaś prorocy sprzeciwiali się wobec magii to musiały być ku temu powody fundamentalne. A dochodziło do tego wówczas, kiedy w grę wchodziło wielobóstwo. Podobnie medycyna żydowska miała charakter teurgiczny. Ponad to wszyscy Rabini wychowani w Palestynie uznawali astrologię za naukę obowiązkową. W praktyce zaś różnica pomiędzy magiem a Rabinem była niezauważalna. Jak wiemy powszechnie używano wówczas wersetów biblijnych jako zaklęć magicznych oraz noszono amulety z wyrytym tetragramem YHWH. Praktycznie wszyscy Żydzi podzielali wiarę w magiczną siłę imion oraz słów zapisanych w Torze. Do najsłynniejszych magów poza Mojżeszem, Eliaszem oraz Elizeuszem należeli: żydowski mędrzec Chonim (I wiek p.n.e), wnukowie Choniego; abba Hilikiasz i Hanan ha-Nehba (I w. p.n.e - II w. n.e.) Eleazar zwany Egzorcystą (I w. n.e), Eliezer ben Hyrcanus, Nakdi-mon ben Gorion, Rabban Gamaliel II, Rabbi Akiba (I - II w.n.e) oraz Szymon ben Johai (II w. n.e) Bez wnikania w kolejne szczegóły z całą odpowiedzialnością za to co piszę, mogę powiedzieć, że Żydzi starożytności grecko-rzymskiej to magowie i wróżbici w pełnym słowa tego znaczeniu. I to właśnie magia oraz mistyka a nie dogmaty kształtowały ducha Izraelitów w czasach rodzącego się chrześcijaństwa.....

C.D.N

Pozdrawiam